„Tak. To Maisie. Właśnie wracaliśmy do domu”.
Coś nieodgadnionego przemknęło przez twarz Vivien, gdy spojrzała na dziewczynkę – przelotny wyraz, którego Wesley nie potrafił zinterpretować.
„Clara ma astmę od urodzenia” – powiedziała Vivien, jakby czuła potrzebę wyjaśnienia. „Miała czekać, aż kierowca zawiezie ją na lekcję gry na pianinie, ale postanowiła dziś chodzić sama. Lekarz mówi, że wyzdrowieje, ale zatrzymają ją na noc na obserwacji”.
Zapadła niezręczna cisza. Żadna z dorosłych nie była pewna, jak zakończyć rozmowę.
Maisie przerwała ją pierwsza.
„Czy z twoją córką wszystko w porządku? Czy lubi rysować? Chodzę tu na terapię przez sztukę co miesiąc”.
Proste pytania, zadawane z dziecięcą bezpośredniością, zdawały się nieco łagodzić zachowanie Vivien.
„Czuje się o wiele lepiej, dziękuję. I tak, Clara uwielbia rysować. Jest naprawdę utalentowana”.
Nastąpiła kolejna krótka pauza. Potem Vivien formalnie wyciągnęła rękę do Wesleya.
„Jestem Vivien Black. Chyba nie dosłyszałam twojego imienia”.
„Wesley Grant” – odpowiedział, jego zrogowaciała dłoń na chwilę objęła jej gładką dłoń. „I powinniśmy już iść. Cieszę się, że z twoją córką wszystko będzie dobrze”.
Delikatnie poprowadził Maisie do wyjścia, czując na sobie wzrok Vivien, dopóki automatyczne drzwi nie zamknęły się za nimi.
Kiedy wracali do ciężarówki, Maisie zasypywała go pytaniami o Clarę i jej matkę. Wesley odpowiadał, gdzie mógł, ale jego myśli wciąż wracały do dziwnego poczucia znajomości, które czuł.
W Vivien Black było coś, co nie dawało mu spokoju, coś wykraczającego poza jej publiczną rolę jako odnoszącej sukcesy dyrektor generalnej. Ale nie potrafił tego umiejscowić.
Następnego popołudnia Wesley ze zdziwieniem odebrał telefon ze szpitala. Clara Black chciała mu osobiście podziękować, a jej matka zapraszała go i Maisie na kolację tego wieczoru.
Maisie, która podsłuchała rozmowę, natychmiast zaczęła błagać, żeby z nim poszła.
„Proszę, tato. Chcę sprawdzić, czy lubi te same książki, co ja”.
Jej entuzjazmowi trudno było się oprzeć. Poza tym Wesley był ciekaw. Może spędzanie więcej czasu z Vivien pomoże mu umiejscowić wspomnienie, które wciąż unosiło się w powietrzu, tuż poza jego zasięgiem.
Rezydencja Blacków nie była taka, jakiej się spodziewał.
Dom, położony w ekskluzywnej dzielnicy na obrzeżach miasta, z pewnością robił wrażenie – nowoczesny, dwupiętrowy budynek o czystych liniach i dużych oknach – ale brakowało mu ostentacyjnego przepychu, którego się spodziewał.
Kiedy on i Maisie zbliżyli się do drzwi wejściowych, Wesley poczuł nerwowy ucisk w żołądku. Przebrał się w najmniej znoszone dżinsy i koszulę z kołnierzykiem, która – jak zapewniała go Maisie – wyglądała naprawdę ładnie, tato, ale nadal czuł się niedopasowany.
Przygotowana na tę okazję.
Leave a Comment