Ścisnął mi się żołądek. Kim była „ona”? Ja?
Z głośnika dobiegł stłumiony, ale wystarczająco wyraźny głos kobiety. „To przestań się ociągać. Obiecałeś mi”.
Zaschło mi w ustach.
„Robię, co mogę” – syknął Ethan. „Ale ona nie jest głupia. Jeśli za bardzo się nacisnę, zacznie kopać. A jeśli zacznie kopać…”
„A potem co?” – warknęła kobieta. „Stracisz odwagę? Nie będę czekać wiecznie, Ethan. Chcę tego, co obiecałeś mi dać”.
Worek z zupą w mojej dłoni zrobił się śliski od potu. Przycisnęłam dłoń do ściany, żeby się uspokoić, bo nagle korytarz wydał mi się za długi, a moje kolana przestały być godne zaufania.
Widziałam go przez szparę między drzwiami a regałem.
Telefon przy uchu. Ramiona napięte. Stał wysoki, zdrowy. Żywy w sposób, w jaki nie był dla mnie przez cały tydzień. Wyglądał… dobrze. Bardziej niż dobrze. Wyglądał jak on sam – skupiony, szybki i zirytowany niewygodą.
Żołądek mi się ścisnął, trochę mdłości, trochę szok.
„Już przelałem pieniądze” – powiedział Ethan. „Załatwione. Tylko… pozwól mi zająć się resztą”.
Pieniądze.
Nogi mi się ugięły.
Leave a Comment