Wtedy zadzwoniłem do prawnika.
Nazywała się Dana Alvarez i nie traciła czasu na uspokajanie mnie. Zadawała pytania: Czy Ethan miał umowę najmu? Czy Marjorie otrzymywała tam pocztę? Czy kiedykolwiek wyraziłem pisemną zgodę na ich zamieszkanie? Odpowiedziałem uspokajającym tonem, gdy logika w końcu zaczęła nabierać sensu. Byli gośćmi. Niechcianymi gośćmi. A gości można było usunąć – legalnie i czysto – jeśli tylko dobrze to zrobiłem.
Dana wyjaśniła najbezpieczniejszą drogę. Ponieważ byli tam już od pięciu dni i twierdzili, że „zostają”, musieliśmy uniknąć zamieszania, które mogłoby przerodzić się w spór o prawa lokatora. Złożylibyśmy wniosek o natychmiastowe wypowiedzenie umowy najmu. Jeśli odmówią, złożylibyśmy wniosek o pilne przesłuchanie w sprawie nękania i przemocy.
Zaniepokojenie majątkiem. Zasugerowała również tymczasowy nakaz ochrony, gdyby Marjorie się zaostrzyła. Bez dramatów. Tylko dokumentacja.
Więc wszystko udokumentowałam.
Otworzyłam notatkę w telefonie i zapisałam daty, godziny i konkretne zdarzenia: „Wyrzuciła mienie”, „Weszła do sypialni bez pozwolenia”, „Miała na sobie ubranie”, „Oświadczyła, że zostanie na czas nieokreślony”, „Mąż odmówił interwencji”. Przejrzałam aplikację do monitoringu domu – dzięki Bogu zainstalowałam kamery podczas remontu – i zapisałam klipy Marjorie krzątającej się po kuchni i grzebania w szufladach, otwierającej drzwi do mojej szafy, zostawiającej karteczki samoprzylepne, jakby była właścicielką domu.
Potem zrobiłam coś, co wydawało mi się zbyt zimne jak na mnie: sprawdziłam wyciągi z konta.
Leave a Comment