Potem starszy policjant zamyka swój notatnik.
„W porządku” – mówi. „Na razie nie jesteś aresztowany. Ale będziemy potrzebować zeznań”.
Kiwasz raz głową. „Dam sobie radę. Z moim adwokatem”.
On niechętnie kiwa głową w odpowiedzi, jakby szanował granicę, nawet jeśli mu się to nie podoba.
Odchodzą, ich radiowóz powoli odjeżdża niczym groźba, a ty stoisz na ganku, wpatrując się w tylne światła, aż znikają.
Twój dom za tobą stoi w miejscu. Białe ściany. Nowe klucze. Cisza.
Ale cisza nie oznacza bezpieczeństwa.
Cisza może też oznaczać, że ktoś coś planuje.
Zamykasz drzwi i opierasz o nie czoło.
Potem szepczesz do drewna, jakby dom cię słyszał.
„Dobra” – mówisz. „Chcesz wojny. Zrobimy to na mojej posesji”.
Nie śpisz.
Chodzisz z pokoju do pokoju, jak ktoś sprawdza drzwi podczas burzy.
O 2:13 nad ranem siedzisz przy kuchennym stole z otwartym laptopem i wyciągniętym stanem konta bankowego, bo jeśli twoja matka ma budować fantazję, to pogrzebiesz ją pod rachunkami.
Dziesięć lat wpłat. Dziesięć lat nadgodzin. Dziesięć lat każdego „przepraszam, nie dam rady” w formie arkusza kalkulacyjnego.
Tworzysz folder o nazwie DOWODY.
Leave a Comment