Zamek w drzwiach wejściowych lśnił.
Nowy.
Nietknięty.
Nieznajomy.
Spróbowałam otworzyć kluczem.
Nie przekręcił.
Spróbowałam ponownie, narastała panika.
Nic.
Drzwi otworzyły się od środka.
A tam stała.
Kobieta ze szpitala.
W moim domu.
Trzymała plik poczty zaadresowanej do mnie.
„Och” – powiedziała lekko, a jej usta wygięły się w coś, co nie do końca było uśmiechem. „Czy Connor mi nie wyjaśnił?”
Mój umysł z trudem to przetworzył.
„Wyjaśnił czego?” Zapytałam drżącym głosem, gdy jedno z dzieci zaczęło się wiercić.
Leave a Comment