Stracił pracę, bo pomagał swojej ciężarnej szefowej, ale życie niespodziewanie go za to wynagrodziło

Stracił pracę, bo pomagał swojej ciężarnej szefowej, ale życie niespodziewanie go za to wynagrodziło

Następnego ranka rzeczywistość powróciła niczym niezapłacony dług. Tunday włożył swoją najlepszą koszulę i poszedł szukać pracy. Odwiedził cztery biura, wypełnił formularze, uśmiechnął się z głodu i w kółko słyszał to samo puste zdanie:

„Zadzwonimy do ciebie”.

Wiedział, co to znaczy.

W przydrożnej restauracji zjadł najtańszy posiłek, jaki udało mu się znaleźć – fasolę z chlebem – i starał się nie myśleć o tym, jak mało pieniędzy mu zostało.

Wtedy zadzwonił telefon.

Nieznany numer.

„Halo?”

„Czy to Tunday Aibio?”

„Tak.”

„Tu dział kadr Carrier Holdings. Potrzebujemy pana jutro rano na krótką sesję podpisu.”

„Co podpisać?”

„Dokument. Bądź tu o dziewiątej.”

Połączenie zostało przerwane.

Następnego ranka wrócił do tego samego budynku, który go wyrzucił. Dział kadr podał mu dokumenty, nie patrząc mu w oczy.

To było pismo o wypowiedzeniu umowy.

Dołączono do niego coś gorszego:

Klauzula o nieobyczajności.

Niesubordynacja.

Brak szacunku publicznego.

Nieprofesjonalne zachowanie.

Nie tylko go zwalniali. Splamili jego dobre imię.

back to top