O dziesiątej rozpoczęło się cotygodniowe spotkanie operacyjne. W sali konferencyjnej było zbyt zimno, jakby uważano, że dyskomfort tworzy dyscyplinę. Starsi rangą pracownicy siedzieli wokół długiego, wypolerowanego stołu, a butelki z wodą ustawione były w rzędzie niczym żołnierze.
Na samym końcu siedział pan Duro Akinwale, dyrektor finansowy – mężczyzna w drogich garniturach z tanią dumą. Uśmiechał się ustami, nigdy oczami i nigdy nie lubił pani Hart. Może dlatego, że była szanowana. Może dlatego, że była kompetentna. Może dlatego, że była kobietą, która nie prosiła o pozwolenie, by przewodzić.
Spotkanie toczyło się wokół raportów, liczb, terminów. Potem zeszło na temat opóźnień w dostawach.
Pan Akinwale pochylił się do przodu, stukając długopisem.
„Pani Hart” – powiedział gładko – „wyniki pani działu spadają”.
„Mieliśmy problem z dostawcą w zeszłym tygodniu, proszę pana” – odpowiedziała spokojnie. „Został rozwiązany”.
Uśmiechnął się.
„Rozwiązany? Pani pewność siebie jest godna podziwu. Zastanawiam się jednak, czy nadal jest pani tak silna teraz, gdy ciąża pochłania pani uwagę”.
W sali zapadła cisza.
Niektórzy spuścili wzrok. Niektórzy wpatrywali się w tablety. Inni udawali, że nie słyszą.
Pani Hart otworzyła usta, a potem je zamknęła.
Pan Akinwale kontynuował, świetnie się bawiąc.
Leave a Comment