Ten poranek zaczął się jak każdy inny. Tunday przyszedł wcześnie, jak zawsze, w tej samej czystej koszuli, którą wyprasował o północy, gdy jeszcze był prąd. Przywitał strażników po imieniu i wszedł po schodach na trzecie piętro, bo winda zawsze dawała mu poczucie, jakby stał w czyimś bogactwie.
Pracował jako koordynator logistyki w Carrier Holdings, jednej z tych lśniących firm, które z zewnątrz wyglądały na odnoszące sukcesy. Budynek miał szklane ściany, importowane kwiaty w holu i recepcjonistkę, która mówiła tak, jakby jej usta były z pieniędzy. Biurko Tunday’a znajdowało się z tyłu, gdzie siedzieli ludzie tacy jak on. Na czele stali ludzie z tytułami, które brzmiały na tyle ważnie, że unosiły się nad podłogą – starszy menedżer, kierownik wykonawczy, dyrektor ds. strategii.
A potem była pani Ioma Hart, jego szefowa.
Leave a Comment