Myśli, że to on inicjuje koniec. Myśli, że wybierając godzinę, ton, teczkę prawniczą i wyćwiczoną łagodność głosu, kontroluje nie tylko rozwód, ale i całą narrację. Wyobraża sobie siebie jako mężczyznę na tyle uczciwego, by w końcu odejść. Wyobraża sobie ciebie jako żonę, która wciąż jest o krok od udowodnienia mu racji we wszystkim, w co po cichu zaczął wierzyć.
Że potrzebujesz go bardziej niż on kiedykolwiek potrzebował ciebie.
Że lata spędzone w domu cię osłabiły.
Że macierzyństwo ograniczyło twoje możliwości.
Że cierpliwość to inna nazwa słabości.
Wygładzasz pierwszą stronę pozwu rozwodowego dwoma palcami i pozwalasz ciszy przeciągnąć się na tyle, by poczuł się nieswojo.
Patricia oczywiście wypełnia to miejsce.
„Kobieta z godnością wie, kiedy odpuścić” – mówi. „Przeciąganie takich spraw tylko szkodzi dziecku”.
O mało się nie roześmiałaś.
Leave a Comment