Potrzebuję przestrzeni. Pamiętam, że mrugnęłam do niego. Myślałam, że źle usłyszałam, poprawiając Emmę, która wierciła się i płakała jeszcze mocniej. Nie odpowiedział. Po prostu przeszedł obok, przestępując nad małą kałużą śliny na podłodze, jakby jej tam w ogóle nie było, jakby nic z tego nie było. Minutę później usłyszałam zamek błyskawiczny. Ten dźwięk, wciąż go pamiętam.
Poszłam za nim korytarzem, oboje maluchów wciąż płakało, moje ręce trzęsły się od trzymania ich tak długo. David otworzył szafę w naszej sypialni. Wyciągał walizkę marynarki wojennej. Tę ładną, tę, którą kupiłam mu na urodziny w zeszłym roku, kiedy wszystko było jeszcze w porządku. David, co ty robisz? Powiedziałam, mówiłam ci, warknął, nawet na mnie nie patrząc.
Potrzebuję przestrzeni. Złapał garść koszul. Nie złożył ich, tylko wepchnął. Potem paszport, portfel i ładowarkę. Jakby o tym myślał, jakbym była ostatnią osobą, która się dowiedziała. „Wychodzisz?” – zapytałam. Zabrzmiało to ciszej, niż się spodziewałam. W końcu spojrzał na mnie, nie na dzieci, tylko na mnie.
Leave a Comment