Mam na imię Vincent. Od piętnastu lat moje życie to ciche ćwiczenie się w radzeniu sobie z samotnością. Prowadzę restaurację, przyjemny lokal z ciemnym drewnem i delikatnym jazzem, taki, w którym ludzie świętują rocznice i finalizują transakcje biznesowe. To dobrze prosperujący biznes, ale dla mnie to głównie rozrywka. Sposób na wypełnienie pustki, która pozostała w moim życiu piętnaście lat temu, kiedy moja żona Julia zabrała naszą małą córeczkę Cassie do Europy, znikając z mojego świata na zawsze.
Pogodziłem się z tą pustką. Aż pewnej nocy mój dyrektor artystyczny, człowiek z większym entuzjazmem niż rozsądkiem, wpadł do mojego biura, ciągnąc za sobą młodą dziewczynę.
„Musisz ją usłyszeć, Vince! To bryłka czystego złota!” – wykrzyknął.
Leave a Comment