Wciąż słyszę echo jego głosu, kruche i drżące, przebijające się przez ryk silnika, gdy się obracał. Tato, ranią mnie, gdy cię nie ma.
To był szept, błaganie wypowiedziane w gorączkowych chwilach przed wyjazdem w podróż służbową, której nie mogłam odwołać. A może myślałam, że nie mogę. Uśmiechnęłam się do niego, sztucznym, uspokajającym uśmiechem, który smakował mi w ustach jak popiół. Skłamałam. Powiedziałam mu, że ciasteczka babci wszystko naprawią, że dziadek po prostu grał ostro, bo tak grają mężczyźni. Pocałowałam go w czoło, czując zapach szamponu dla dzieci i potu jego niepokoju, a potem odjechałam.
Ale nie odjechałam.
Leave a Comment