„Na nowy początek” – powiedział David, a jego szklanka brzęknęła o moją odrobinę za mocno.
Kryształ zadzwonił ostrym, dysonansowym dźwiękiem, który zdawał się unosić w powietrzu dłużej niż powinien, wibrując w ciszy penthouse’u. Na zewnątrz, czterdzieści pięter niżej, świat przygotowywał się do krzyku. Kula na Times Square szykowała się do upadku, lśniący diament zawieszony w mroźnej nocy Manhattanu, czekający na powitanie nowego roku.
W środku powietrze było gęste od zapachu drogich, sosnowych girland i suchego, regenerowanego ciepła klimatyzacji.
„Na nowy początek” – powtórzyłam, wymuszając uśmiech, który był nie do zniesienia.
Spojrzałam na syna. David miał czterdzieści dwa lata, ubrany w szyty na miarę smoking, który kosztował więcej niż większość samochodów, a mimo to wyglądał jak człowiek na szubienicy. Jego czoło lśniło od zimnego, tłustego potu, który kłócił się z idealnie regulowaną temperaturą w pomieszczeniu. Jego wzrok błądził – zerkał na antyczny zegar stojący w kącie, sprawdzał telefon, sprawdzał korytarz.
Leave a Comment