Tej nocy wiatr nie tylko wiał; on wrzeszczał niczym upiorne zawodzenie, które zatrzęsło oszronionymi szybami posiadłości, do której już nie byłam mile widziana. Pamiętam ten dźwięk wyraźnie – wysoki, rozdzierający dźwięk, jakby samo niebo się rozrywało. Ale nawet ta żywiołowa furia bledła w porównaniu z lodowatą ciszą panującą w holu Foster Manor.
Mój mąż, Daniel Foster, stał przy ciężkich dębowych drzwiach, z ręką na mosiężnej klamce. Jego szczęka zaciskała się w linii napięcia, którą kiedyś myliłam z siłą, a teraz rozpoznawałam jako tchórzostwo. Nie chciał spojrzeć mi w oczy. Nie mógł.
Leave a Comment