Rozdział 1: Wejście dla obsługi
Słońce nad Hamptons nie tylko świeci; ono osądza. Błyszczy na chromowanych balustradach superjachtów i diamentowych naszyjnikach kobiet pijących różowe wino, kalkulując majątek netto w lumenach.
Stałam na rufie Sea Sovereign, stupięćdziesięciostopowego pomnika przesady, czując, jak atlantycka bryza plącze mi włosy. Miałam na sobie prostą lnianą sukienkę i skórzane sandały – skromne, wygodne i, zdaniem kobiety wylegującej się na białej sofie pięć stóp ode mnie, zupełnie niestosowne.
„Liam, kochanie” – wycedziła Victoria, mieszając martini, które składało się głównie z ginu i skroplonej pary. Zerknęła znad oprawki swoich ogromnych okularów przeciwsłonecznych Gucci, a jej wzrok wylądował na moich stopach niczym fizyczny ciężar. „Powiedz swojej… koleżance, że kwatery załogi są na dole, gdyby potrzebowała skorzystać z toalety. Nie chcemy, żeby gość miał zatkany nos”.
Leave a Comment