Rozdział 1: Niewidzialna książeczka czekowa
Ocean Atlantycki rozbijał się o dziewiczo białe piaski mojej prywatnej posiadłości w Hamptons – rytmiczny, grzmiący dźwięk, który zazwyczaj przynosił mi ukojenie. Dziś jednak brzmiał jak jednostajny dźwięk kasy fiskalnej.
Stałam na trawertynowym balkonie głównego domu, patrząc z góry na spektakl, za który zapłaciłam. To była scena jak z magazynu – a może gorączkowy sen o przesadzie. Ogromny namiot, okryty białym jedwabiem sprowadzonym z Mediolanu, powiewał na morskiej bryzie. Tysiące lilii kalii, przywiezionych samolotem z Ekwadoru tego ranka, zdobiły alejkę wiodącą ku wodzie.
A tam, w samym centrum tego wszystkiego, stała Lydia.
Moja córka wyglądała olśniewająco. Miała na sobie suknię od Very Wang, szytą na miarę, która kosztowała więcej niż pierwszy dom, jaki kupiłam. Śmiała się, z głową odrzuconą do tyłu, trzymając w dłoni kryształowy kieliszek vintage Dom Pérignon. Obok niej stał Marcus.
Marcus Thorne. „Wizjoner technologii”, jak sam siebie nazywał. Wyglądał mi jak rekin w smokingu Toma Forda. Trzymał Lydię w talii, zaznaczając swoją obecność. Zauważyłam jednak, że jego wzrok nie był skierowany na żonę. Przeszukiwał tłum, licząc majątek zaproszonych przeze mnie gości – senatorów, inwestorów, gigantów przemysłu. Nie patrzył na ślub, tylko na spotkanie networkingowe.
Leave a Comment