„Naprawdę”.
Gregor bardzo zbladł. „Ale… kiedy powiedziałeś, że zajmujesz się pracą administracyjną…”
„Zajmuję się pracą administracyjną, Gregory” – powiedziałem, lekko pochylając się do przodu. „Zarządzam miastem liczącym pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy. Zarządzam budżetem kilku miliardów dolarów. Koordynuję działania szkoleniowe 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Informuję członków Kongresu i Sekretarza Armii. To wszystko, technicznie rzecz biorąc, praca administracyjna”.
„Dlaczego nam nie powiedziałeś?” Głos mojego ojca był ledwie szeptem.
Spojrzałem na niego. Spojrzałem na zegarek na jego nadgarstku, na pakiet golfowy, na dwadzieścia lat zwolnienia.
„Próbowałem” – powiedziałem cicho. „Kiedy awansowałem na majora. Kiedy awansowałem na podpułkownika. Kiedy objąłem dowództwo nad moim pierwszym batalionem. Za każdym razem kiwałeś głową, mówiłeś „to miłe” i pytałeś Gregory’ego o jego ostatnią fuzję. Więc przestałem próbować. Pozwoliłem ci myśleć, co chciałeś, bo to było łatwiejsze niż walka o uznanie, którego tak naprawdę od ciebie nie potrzebowałem”.
Nicole wciąż przewijała. „Złożyła zeznania przed senacką Komisją Sił Zbrojnych w sprawie gotowości bojowej w zeszłym roku. Jezu, Shaina. Senat?”
„To część pracy” – wzruszyłem ramionami.
Mój ojciec wpatrywał się w kartę podarunkową, jakby była radioaktywnym izotopem.
„Dożywotni dostęp do klubu” – wyjaśniłem. „Prywatne jadalnie wychodzą na plac apelowy. W dni ceremonii możesz obserwować z balkonu, jak dokonuję przeglądu żołnierzy”.
„Dokonuję przeglądu żołnierzy” – mruknął Preston. „To… to robią generałowie”.
„Pułkownicy też to robią” – powiedziałem. „Ktoś musi ich sprawdzić”.
Krewni wokół stołu, którzy spędzili ranek, schlebiając Gregory’emu, teraz wpatrywali się w swoje talerze, bojąc się nawiązać kontakt wzrokowy.
Kelner wrócił. Zauważyłem teraz jego identyfikator: Martinez. Niósł świeżą kawę. Jego twarz była profesjonalnie neutralna, ale kiedy nalał mi do kubka, jego oczy spotkały się na ułamek sekundy. Błysk rozpoznania. Cichy salut.
„Czy będzie coś jeszcze, pułkowniku?” zapytał cicho.
„Nie, dziękuję, sierżancie” – odpowiedziałem, celowo używając jego stopnia.
Gregor wzdrygnął się na ten tytuł.
„Bardzo dobrze, proszę pani”. Wycofał się.
„Dlaczego ten kelner?” – zapytała Nicole piskliwym głosem. „Skąd wiedział?”
„Sierżant Martinez służył pode mną na moim poprzednim stanowisku” – powiedziałem. „Nie wiedziałem, że tu pracuje, ale nie dziwię się, że rozpoznał pieczęć. Każdy żołnierz by to rozpoznał”.
„Zaplanowałeś to” – powiedział Gregory. W jego głosie pobrzmiewała nuta urazy. „Wiedziałeś, że ją rozpozna? Dałeś tacie tę wizytówkę, wiedząc, że ją zignoruje, tylko po to, żeby… tylko po to, żeby nas zaskoczyć?”
Spojrzałem na brata. „Dałem tacie prezent, który symbolizuje coś, z czego jestem dumny. Coś, co pokazuje, co osiągnąłem. Jeśli odrzucił go, bo wydawał się za drogi, to jego wina, Gregory. Nie moja.”
Prawda wisiała w powietrzu jak dym z pola bitwy.
Ojciec odstawił filiżankę z kawą. Ręka mu drżała.
„Osiemnaście miesięcy” – mruknął. „Jesteś dowódcą od osiemnastu miesięcy. A ja nie wiedziałem.”
„Posłuchałbyś, gdybym ci powiedział?” – zapytałem.
Na to pytanie nie było dobrej odpowiedzi.
Gregory przeprowadzał w myślach obliczenia. Widziałem, jak trybiki się kręcą.
Leave a Comment