Tym razem, gdy go sprawdził, jego twarz zbladła. Ręce mu się trzęsły, gdy ściskał słuchawkę.
„Muszę… muszę wykonać jeszcze jeden telefon. Pilna sprawa. Przepraszam”.
Kiedy pospiesznie wychodził z pokoju, potykając się lekko o dywan, słyszałem, jak niemal błaga do słuchawki. „Proszę! Tylko pięć minut z panią prezes! Jutro jest posiedzenie zarządu! Muszę wyjaśnić rozbieżność w czwartym kwartale!”
Poleciłem Marcusowi, żeby zaczął wysyłać mu serię coraz pilniejszych wiadomości dotyczących jutrzejszego spotkania. „Prezes przegląda teraz twoje akta”. „Prezes ma pytania dotyczące działu operacyjnego”.
Trochę okrutne? Możliwe. Ale po latach obserwowania, jak Olivia narzuca mi swoją pozycję, poczułem, że mam prawo do teatralnej sprawiedliwości.
„A propos biznesu” – wtrącił wujek James, odchylając się w fotelu. „Słyszeliście o najnowszym przejęciu Summit?” Właśnie wykupili Richardson Global za dwanaście miliardów dolarów.
Olivia wyprostowała się, a jej oczy rozszerzyły. „Naprawdę? To jeden z naszych największych konkurentów”.
„Wrogie przejęcie” – dodała ciocia Margaret z dreszczem. „Richardson nigdy się tego nie spodziewał. Ta tajemnicza prezes… jest absolutnie bezwzględna”.
Pomyślałem o transakcji z Richardson. Przypomniałem sobie późne noce spędzone na obmyślaniu strategii, ostrożne manewrowanie aktywami, grę w szachy rozgrywaną na skalę globalną. Bezwzględność to nie było słowo, którego bym użył. Chirurgiczna, być może. Nieustępliwa, zdecydowanie.
Pan Townsend wrócił, wyglądając, jakby miał zemdleć. Opadł na krzesło.
„Pani prezes…” – wysapał, rozluźniając krawat. „Zwołuje nadzwyczajne zebranie przed zarządem. Jutro rano. O 7:00”.
Widelec Olivii brzęknął o talerz. „Co? Przecież jutro jest poranek Bożego Narodzenia!”
„Jej to nie obchodzi” – odparł słabo pan Townsend, wpatrując się w dal. „Ona analizuje wszystkie ostatnie zmiany operacyjne. Olivia… przynieś swoje raporty restrukturyzacyjne. Wszystkie”.
„Ale… ale moje raporty są idealne” – wyjąkała Olivia, a jej pewność siebie zgasła.
Teraz. Chwila była idealna. Pułapka została zastawiona.
Odchrząknęłam cicho. Dźwięk był cichy, ale w przerażającej ciszy sali brzmiał jak uderzenie młotkiem.
„Panie Townsend?”
Uniósł wzrok, mrugając, najwyraźniej zaskoczony moim głosem dochodzącym z „awarii” na końcu stołu. „Tak, Catherine?”
„Spotkanie jest właściwie o 8:00, a nie o 7:00” – powiedziałam spokojnym, pewnym i stanowczym głosem. „A Olivia nie będzie potrzebowała swoich raportów”.
Uniosłam kieliszek do wina, mieszając płynną karmazynową ciecz.
„Już je przejrzałam”.
W pokoju zapadła głucha cisza. Można by usłyszeć szpilkę spadającą na dywan.
Olivia zaśmiała się nerwowo, piskliwie. „O czym ty mówisz, Catherine? Wypiłaś za dużo wina. Nawet nie pracujesz dla Summit. Zarabiasz na życie sprawdzaniem prac”.
Powoli wstałam. Nie spieszyłam się. Wygładziłam prosty sweter, zmieniając się z przygarbionej, zrezygnowanej córki w kobietę, która dowodziła salami konferencyjnymi na trzech kontynentach.
„Właściwie tak” – powiedziałam. „Właściwie… jestem Summit”.
Zwróciłam wzrok na pana Townsenda. „Te raporty, które próbowałeś mi przekazać? Otrzymałam je w zeszłym tygodniu przez bezpieczny serwer. Powinniśmy omówić prognozy na czwarty kwartał. Są zaniżone o jakieś trzydzieści milionów dolarów, głównie z powodu „optymalizacji” kosztów w dziale operacyjnym”.
Usta pana Townsenda otwierały się i zamykały jak ryba wyjęta z wody. Jego wzrok błądził ode mnie do Olivii, a potem z powrotem do mnie, próbując pogodzić kobietę, którą ignorował, z głosem, którego się obawiał.
„Pani… Pani jest Catherine Wilson?” wyszeptał.
Leave a Comment