„Nienawidzę cię” – szlochałam, osuwając się na dywan. „Nienawidzę cię”.
„Dobrze” – warknął. „Teraz wiesz, jak się czułem każdego dnia przez osiemnaście lat”.
Właśnie wtedy zadzwonił telefon na stoliku nocnym. Przebił się przez napięcie. Michael chwycił go.
„Halo?”
Jego twarz w mgnieniu oka z gniewu zbladła. „Co? Gdzie? Dobra. Już jedziemy”.
Rozłączył się, patrząc na mnie martwym wzrokiem.
„Wstawaj. To była policja. Jake miał wypadek samochodowy”.
Jazda do szpitala była rozmazaną, przerażającą prędkością i duszącą ciszą. Michael kurczowo trzymał kierownicę, jakby chciał ją złamać na pół.
„Będzie dobrze” – modliłam się na głos. „Jake będzie dobrze”.
Michael nie odpowiedział.
W szpitalu Sarah, żona Jake’a, stała przed centrum urazowym, trzymając małego Noaha. Twarz miała opuchniętą od płaczu.
„Mamo! Tato!” Opadła mi w ramiona. „Potrąciła go ciężarówka. Skręcił, żeby ratować dziecko wybiegające na ulicę. Tyle krwi…”
Michael ominął nas, idąc prosto do chirurga, który właśnie wyszedł. „Panie doktorze, jestem ojcem. Jak się czuje?”
Chirurg zdjął maskę. „Jest w stanie krytycznym. Stracił znaczną ilość krwi i musimy natychmiast przetoczyć krew. Problem w tym, że brakuje nam krwi tej grupy z powodu korków na autostradzie międzystanowej”.
„Weź moją” – powiedział natychmiast Michael. „Mam 0+”.
„Też mam 0+” – dodałem, podchodząc bliżej.
Lekarz zmarszczył brwi, zerkając na swój notes. „0+? Jesteś pewien?”
„Tak” – odparł niecierpliwie Michael. „Mam to na prawie jazdy. Weź”.
„To… dziwne” – mruknął chirurg. „Pacjent ma grupę B-”.
Powietrze na korytarzu zdawało się zamarzać.
„To niemożliwe” – kontynuował lekarz, patrząc między nami. „Genetycznie, jeśli oboje rodzice biologiczni mają grupę krwi 0, mogą urodzić tylko dziecko z grupą krwi 0. Niemożliwe jest urodzenie dziecka z grupą krwi B”.
Spojrzałem na Michaela. Przestał oddychać.
„Czy jest pan pewien swojej grupy krwi?” – zapytał lekarz.
„Ja…” Głos Michaela był ledwie szeptem. „Tak”.
„Potrzebujemy dawcy grupy krwi B, natychmiast!” – krzyknęła pielęgniarka z progu.
„Jestem B-!” – krzyknęła Sarah. „Weź moją!”
„Chodź ze mną, szybko”.
Sarah pobiegła, zostawiając Noaha ze mną. Ściskałem wnuka, całe moje ciało było zdrętwiałe. Michael stał jak sparaliżowany na korytarzu, wpatrując się w zamknięte drzwi sali operacyjnej, jakby próbował przejrzeć stal.
„Michael” – sięgnąłem po jego ramię.
Skrzywił się gwałtownie. „Nie mów. Dopóki nie wyjdzie”.
Trzy godziny później stan Jake’a został ustabilizowany i przeniesiony na OIOM. Staliśmy przed szybą, obserwując, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada.
„Susan” – odezwał się w końcu Michael. Jego głos brzmiał głucho, bez żadnych emocji. „Powiedz mi. Czy Jake jest moim synem?”
„Oczywiście, że jest!” krzyknęłam. „Wiesz, że jest!”
„Nauka mówi co innego”. Odwrócił się do mnie, a w jego oczach malowało się całkowite przerażenie. „Kiedy oszukiwałaś… Jake był już na studiach. To znaczy, że okłamałaś mnie na długo przed Ethanem. Okłamywałaś od samego początku”.
„Nie! Przysięgam!”
„To wyjaśnij tę krew!”
Leave a Comment